
„Proszę powiedzieć szczerze – ile lekcji będę potrzebować?”
To pytanie pojawia się bardzo często podczas pierwszej rozmowy z przyszłymi kursantami.
I trudno się dziwić.
Każdy chciałby wiedzieć, ile czasu zajmie osiągnięcie momentu, w którym jazda przestanie być stresująca, a zacznie sprawiać prawdziwą przyjemność.
Najuczciwsza odpowiedź brzmi:
To zależy.
Nie dlatego, że unikamy konkretów.
Dlatego, że na tempo nauki wpływa wiele różnych czynników.
Co oznacza „swobodnie jeździć”?
To właśnie od tego warto zacząć.
Dla jednej osoby swobodna jazda oznacza pewny stęp i kłus pod okiem instruktora.
Dla innej będzie to samodzielne przygotowanie konia, jazda na ujeżdżalni i wykonywanie podstawowych ćwiczeń.
Jeszcze ktoś inny pomyśli o pierwszym galopie lub wyjeździe w teren.
Każdy z tych etapów wymaga innego doświadczenia.
Regularność ma ogromne znaczenie
Osoba, która jeździ raz w tygodniu, będzie rozwijała się inaczej niż ktoś, kto pojawia się w stajni dwa lub trzy razy w tygodniu.
Nie chodzi o wyścig.
Po prostu organizm łatwiej zapamiętuje nowe ruchy, gdy ma z nimi częstszy kontakt.
Jednocześnie nawet jedna lekcja tygodniowo pozwala robić systematyczne postępy.
Najważniejsze jest zachowanie ciągłości.
Nie każdy startuje z tego samego miejsca
Jedni od dzieciństwa uprawiali różne sporty.
Inni przez wiele lat prowadzili siedzący tryb życia.
Niektórzy mają naturalne wyczucie równowagi.
Inni potrzebują trochę więcej czasu.
To całkowicie normalne.
Instruktor nie ocenia kursanta przez pryzmat liczby lekcji, ale przez to, jak rozwijają się jego umiejętności.
Czasami największym wyzwaniem nie jest technika
Zdarza się, że ciało uczy się szybko.
Za to głowa potrzebuje więcej czasu.
Obawa przed popełnieniem błędu.
Niepewność.
Nadmierne analizowanie każdego ruchu.
To wszystko może spowolnić naukę bardziej niż brak doświadczenia.
Dlatego dobry instruktor uczy nie tylko techniki jazdy, ale również budowania pewności siebie.
Rozmowa, która często odbywa się w stajni
– Panie instruktorze, ile jeszcze lekcji przede mną?
– A do czego chciałby Pan dojść?
Po chwili zapada cisza.
Bo właśnie to pytanie jest najważniejsze.
Jeśli celem jest bezpieczna, rekreacyjna jazda, droga wygląda inaczej niż wtedy, gdy ktoś marzy o sporcie czy zawodach.
Dlatego nie liczymy wyłącznie lekcji.
Liczymy doświadczenia.
Każda godzina w siodle czegoś uczy
Jednego dnia uczysz się lepiej utrzymywać równowagę.
Innego odkrywasz, jak ważny jest spokojny oddech.
Kolejnym razem zauważasz, że koń reaguje na coraz subtelniejsze sygnały.
Na pierwszy rzut oka postępy bywają niewielkie.
Po kilku miesiącach okazuje się jednak, że robisz rzeczy, które kiedyś wydawały się bardzo trudne.
Nie warto porównywać się z innymi
Na ujeżdżalni zawsze znajdzie się ktoś, kto jeździ dłużej.
I ktoś, kto dopiero zaczyna.
Porównywanie się rzadko pomaga.
Znacznie lepiej obserwować własny rozwój.
To, co miesiąc temu wydawało się niemożliwe, dziś często staje się czymś zupełnie naturalnym.
Swoboda przychodzi wtedy, gdy przestajesz liczyć lekcje
Paradoksalnie większość jeźdźców nie pamięta momentu, w którym nagle poczuła się pewnie.
To dzieje się stopniowo.
Któregoś dnia wsiadasz na konia i zauważasz, że napięcie zniknęło.
Ruchy stają się spokojniejsze.
Polecenia instruktora wykonujesz coraz bardziej naturalnie.
Zaczynasz cieszyć się samą jazdą.
To właśnie wtedy pojawia się prawdziwa swoboda.
Nie po określonej liczbie lekcji.
Ale dzięki regularnej pracy, cierpliwości i dobremu prowadzeniu.
Jeśli zastanawiasz się, kiedy nastąpi ten moment u Ciebie, najlepszą odpowiedzią będzie… rozpoczęcie nauki.
Dopiero pierwsze zajęcia pozwalają instruktorowi ocenić Twój punkt wyjścia i wspólnie zaplanować kolejne etapy rozwoju.